Ultralewica a zamieszki 17 i 18 października – co wiadomo o roli radykalnych grup, które oskarża rząd
Rząd obwinia ultralewicę za przemoc z 17 i 18 października. Według wywiadu ruch liczy około 5 000 osób, ale za grabieże sklepów odpowiadali głównie inni uczestnicy - wyjaśnia franceinfo.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.FR Prezydent Emmanuel Macron, premier Sébastien Lecornu, rzeczniczka rządu Maud Bregeon i minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez obwiniają ultralewicę o część przemocy, do której doszło w sobotę 17 i niedzielę 18 października w wielu miastach Francji. Publiczny serwis informacyjny franceinfo sprawdził, co wiadomo o udziale tego środowiska w zamieszkach. Z rozmów ze źródłem w służbach bezpieczeństwa i z badaczami wynika, że radykalne grupy skupiały się na starciach z policją, a za większość grabieży odpowiadali inni uczestnicy.
Spis treści
We wtorek 20 października w śledztwie w sprawie podpalenia ratusza w Limoges zatrzymano pierwszego podejrzanego. To 34-letni mężczyzna pochodzący z departamentu Creuse, który ma już na koncie przemoc wobec funkcjonariuszy i figuruje w kartotece osób uznanych za zagrożenie (fiche S) z powodu przynależności do ultralewicy.
Oskarżenia ze strony rządu
W niedzielnym orędziu Emmanuel Macron mówił o „wichrzycielach” z takich grup, do których dołączyło „wielu przestępców”, dopuszczając się „niepohamowanej przemocy w naszych miastach”. Premier Lecornu powtórzył we wtorek w Zgromadzeniu Narodowym zarzut „planowania scenariusza powstańczego” przez ultralewicę we współpracy ze skrajną lewicą. Rzeczniczka rządu Maud Bregeon mówiła w stacji BFMTV o „chuliganach”, „przestępcach”, ale też o „zorganizowanych ruchach ultralewicy”.
Skrajna lewica to nie ultralewica
Służby wywiadowcze odróżniają jednak skrajną lewicę od ultralewicy. Według źródła w służbach bezpieczeństwa, na które powołuje się telewizja publiczna France Télévisions, skrajna lewica, np. Francja Nieujarzmiona (LFI), mieści się „w polu republikańskim”, a partia ta nie brała udziału w weekendowej przemocy. Ultralewica działa natomiast w „brutalnych, radykalnych grupach na marginesie pola demokratycznego i republikańskiego”, poza partiami politycznymi. Wspólna dla obu jest „walka z faszyzmem”.
„I z kapitalizmem” – dodaje historyk radykalizmów politycznych Sylvain Boulouque. Według wywiadu w całej Francji takich osób jest około 5 000. Część mieszka w skłotach, inni to studenci albo dobrze zarabiający młodzi pracownicy. Jak przypomina socjolożka z uniwersytetu Paris-I Panthéon-Sorbonne Isabelle Sommier, w 2022 r. wywiad terytorialny szacował ten ruch na 2 500-3 000 osób. Najwięcej jego członków jest na zachodzie kraju, m.in. w Rennes i Nantes, a także w Notre-Dame-des-Landes i w Dijon. Coraz liczniej są też obecni w Marsylii i Limoges.
Starcia z policją, a nie grabieże
Według źródła w służbach członkowie tego ruchu byli w sobotę na placu République w Paryżu jeszcze przed rozpoczęciem manifestacji przeciw drożyźnie, a starcia z policją zaczęły się już o godz. 13.00. Wywiad podkreśla jednak, że za liczne grabieże w stolicy odpowiadała „mieszanka ludzi”, którzy odpowiedzieli na apele w mediach społecznościowych. Jak wyjaśnia Sylvain Boulouque, priorytetem ultralewicy są ataki na policję i „symbole kapitalizmu”, np. restauracje McDonald’s czy sklepy wielkich sieci.
Służby mówią o „bezprecedensowym sojuszu” ultralewicy z „młodzieżą z osiedli”. Badacze odrzucają to określenie. „Działali w tym samym czasie, ale nie było sojuszu” – ocenia Sylvain Boulouque. Prokurator w Paryżu Laure Beccuau mówiła w telewizji TF1, że nie może „absolutnie potwierdzić”, by zatrzymani w jej okręgu byli związani z ultralewicą. Wielu z nich nie deklaruje żadnych poglądów politycznych.