Czy wojsko może wyjść na ulice po zamieszkach 17 października – co mówią przepisy i dlaczego eksperci są sceptyczni
Po grabieżach 17 października w sieci mnożą się apele o wysłanie wojska na ulice. Prawo dopuszcza to tylko na zasadzie rekwizycji, a żołnierze nie mogą rozpraszać zamieszek.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.FR Po tym, jak minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez przyznał, że w sobotę 17 października w niektórych miastach doszło do „utraty kontroli”, w mediach społecznościowych mnożą się apele o skierowanie na ulice wojska. Pojawiają się hasła o „stanie wojennym” i o tym, że z armią „szybko by się z tym uporano”. Jak podaje serwis 20 Minutes, o „interwencji wojska” w celu przywrócenia spokoju wspomniał nawet mer centrum Paryża Ariel Weil (PS). Serwis sprawdził, czy byłoby to legalne i co mogłoby zmienić na miejscu.
Spis treści
Co mówi prawo
Art. L.1321-1 kodeksu obrony przewiduje, że żadne siły zbrojne – z wyjątkiem żandarmerii – nie mogą działać na terytorium kraju bez prawnej rekwizycji. Wojsko może zostać użyte na zasadzie rekwizycji wtedy, gdy środki władz cywilnych uznano za nieistniejące, niewystarczające, nieodpowiednie lub niedostępne – wynika z instrukcji międzyresortowej z 14 listopada 2017 r.
Na podstawie art. 15 konstytucji prezydent Francji może zdecydować o rozmieszczeniu wojska w kraju w ramach operacji wewnętrznej. Armia staje się wtedy siłą „trzeciej kategorii”, czyli wsparciem, po jednostkach żandarmerii departamentalnej i gwardii republikańskiej oraz żandarmerii mobilnej. Wojsko nie jest jednak przeznaczone do kontrolowania ani rozpraszania manifestacji, tłumów czy zamieszek. W praktyce żołnierz nie może samodzielnie nikogo zatrzymać ani przeszukać.
Stan oblężenia – wyjątek nigdy niestosowany w V Republice
Jedynym nadzwyczajnym trybem, który rozszerza uprawnienia wojska, jest stan oblężenia (état de siège), przenoszący władzę z rąk cywilnych na wojskowe. W V Republice nigdy go nie zastosowano.
Przewiduje go art. 36, a bez zgody parlamentu nie może trwać dłużej niż 12 dni. Można go ogłosić w razie bezpośredniego zagrożenia wynikającego z wojny z innym państwem albo zbrojnego powstania. Nie mamy do czynienia z żadnym z tych przypadków – wyjaśnia Pauline Gervier, wykładowczyni prawa publicznego na Uniwersytecie w Bordeaux.
Jak dodaje, obecne przepisy są przy tym bardzo „lekkie”, bo do wprowadzenia stanu oblężenia wystarczy zwykły dekret przyjęty na posiedzeniu rady ministrów, a parlament wypowiada się dopiero po 12 dniach, choć dekret można zaskarżyć do sądu.
Generał żandarmerii: to nie miałoby sensu
Generał dywizji żandarmerii Bertrand Cavallier, specjalista od utrzymania porządku publicznego, zwraca uwagę, że armia ma niewielkie stany osobowe i w dużej części składa się z jednostek wsparcia, a jednostki bojowe nie mają doświadczenia w utrzymywaniu porządku. „Co zrobiliby młodzi żołnierze wobec bardzo agresywnej hordy? Nie miałoby sensu ich wysyłać, skoro istnieje już siła zbrojna o organizacji wojskowej, czyli żandarmeria mobilna” – podkreśla. Jak dodaje, żandarmeria mobilna ćwiczy wszystkie scenariusze, także przerodzenie się zamieszek w zbrojne powstanie. Zdaniem Pauline Gervier użycie wojska byłoby też „niewłaściwe z politycznego punktu widzenia”, skoro prezydent wzywa do spokoju i uspokojenia nastrojów.
Żołnierze operacji Sentinelle
W ramach operacji Sentinelle, związanej z zagrożeniem terrorystycznym, we Francji rozmieszczonych jest już od 2 000 do 3 000 żołnierzy. Mogą oni wykonywać także inne zadania, ale nie utrzymywanie porządku – wciąż ze względu na art. L.1321-1 kodeksu obrony. Mogą natomiast chronić ważne obiekty, by odciążyć policjantów i żandarmów, jak działo się to w czasie protestów żółtych kamizelek. Generał Cavallier ostrzega jednak przed ryzykiem, że liczni uczestnicy zamieszek odbiorą żołnierzom broń albo że żołnierz będzie się bronił, by do tego nie dopuścić. „To bardzo delikatna kwestia w takiej sytuacji” – zaznacza.