François Hollande o sytuacji po 17 października – „kryzys autorytetu”, „słaby rząd” i „nieobecny prezydent”
Były prezydent François Hollande mówi o „kryzysie autorytetu” po przemocy 17 października i zarzuca rządowi, że zbyt późno odpowiedział licealistom. O swojej ewentualnej kandydaturze nie chce...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.FR Były prezydent Francji François Hollande, obecnie deputowany z departamentu Corrèze, ocenił w środę 21 października, że po przemocy, do której doszło w weekend 17 października, kraj przeżywa „kryzys autorytetu”. Jak podaje publiczny serwis informacyjny franceinfo, w rozmowie z radiem France Inter Hollande mówił o „słabym rządzie” i „nieobecnym prezydencie”. Jego zdaniem władzom zabrakło doświadczenia w obliczu wielkiej manifestacji i gniewu społecznego.
Przy protestach, których nie organizują związki zawodowe, należy według byłego prezydenta skierować na ulice tylu policjantów, ilu potrzeba.
Dialog z licealistami i płace
Hollande uważa, że rząd zbyt późno odpowiedział licealistom, którzy od miesiąca przedstawiają swoje postulaty, m.in. w sprawie reformy platformy rekrutacji na studia Parcoursup i ocen z bieżącej kontroli wiedzy (contrôle continu). Wezwał do rozmów z młodzieżą i do przywrócenia porządku i spokoju, łącząc działania w zakresie porządku publicznego z dialogiem. Wyraził też nadzieję, że zapowiadane negocjacje płacowe przyniosą odpowiedź na problem siły nabywczej.
Odnosząc się do Francji Nieujarzmionej (LFI), były prezydent stwierdził, że nie należy wskazywać wyłącznie tego ugrupowania. Zarzucił mu jednak, że stawia na równi przemoc uczestników zamieszek i przemoc policji.
Bez deklaracji w sprawie kandydowania
Hollande nie chciał odpowiedzieć na pytanie o ewentualny start w wyborach prezydenckich i zapowiedział, że wróci do tej kwestii w styczniu. Zapewnił, że chce, by do drugiej tury wszedł kandydat socjalistyczny lub socjaldemokratyczny. Nie wymienił przy tym Raphaëla Glucksmanna, za którym Partia Socjalistyczna (PS) opowiedziała się po jego zwycięstwie w prawyborach.