DGSI stanowczo dementuje doniesienia o broni automatycznej u uczestników zamieszek 17 października – informacja była „całkowicie” fałszywa
Kontrwywiad DGSI zaprzeczył, by uczestnicy zamieszek z 17 października mieli kałasznikowy i pistolety maszynowe. Dziennikarka, która to ogłosiła, przeprosiła za „nieścisłość”, ale podtrzymuje swoje...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.FR Generalna Dyrekcja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DGSI), czyli francuski kontrwywiad, stanowczo zaprzeczyła w poniedziałek 19 października, że niektórzy uczestnicy zamieszek, do których doszło podczas mobilizacji z soboty 17 października, mieli broń automatyczną. Jak podaje publiczny serwis informacyjny franceinfo, w odpowiedzi na pytania dzienników Libération i Le Monde DGSI oświadczyła, że informacja jest „całkowicie” fałszywa i że służba „w ogóle się nie wypowiadała” w tej sprawie przed dziennikarzami.
Wypowiedź w telewizji i w sieci
Dzień wcześniej, w niedzielę 18 października, dziennikarka tygodnika Le Journal du dimanche Lara Tchekov twierdziła w stacji CNews i na platformie X, że osoby uczestniczące w zamieszkach miały broń wojskową. Jako źródło swojej „informacji” wskazała DGSI.
To szczególnie niepokojąca informacja, którą mogę ujawnić. W rękach uczestników zamieszek znaleziono kałasznikowy i pistolety maszynowe Scorpion – mówiła dziennikarka.
Lara Tchekov dodała, że chodzi o osoby „bliskie środowiskom islamistycznym”, które miały zostać zauważone w Paryżu, w regionie paryskim, w Marsylii i w Lyonie. Według niej część z nich nie została zatrzymana przez policję i w niedzielę wciąż przebywała „na wolności”.
Przeprosiny, ale bez wycofania się
Słowa dziennikarki były masowo udostępniane w mediach społecznościowych, zwłaszcza przez konta skrajnej prawicy. Dzień po dementi DGSI Lara Tchekov przeprosiła na platformie X za swoją „nieścisłość”, ale podtrzymała swoje twierdzenia. Zapewniła, że pochodzą one ze „zgodnych źródeł w wywiadzie”, a nie od samej DGSI. W rozmowie z dziennikiem Libération stwierdziła też, że ma zdjęcia.