Politycy podzieleni po zamieszkach 17 października – prawica i Zjednoczenie Narodowe popierają policję, Mélenchon krytykuje dowodzenie w Paryżu
Przemoc na marginesie sobotnich protestów przeciw drożyźnie wywołała ostre reakcje polityków. Prawica i RN żądają surowych kar, lewica krytykuje sposób utrzymania porządku.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.FR Aktualizacja, godz. 17.23: W niedzielę 18 października mnożą się wezwania do dymisji ministra spraw wewnętrznych Laurenta Nuñeza – podaje publiczny serwis franceinfo, powołując się na agencję AFP. Szefowa Ekologów i kandydatka w wyborach prezydenckich Marine Tondelier uznała, że minister nie ma „innego wyjścia” niż „dymisja”, bo był „niezdolny do przygotowania odpowiedniego zabezpieczenia”, a „całe miasta” zostały „pozostawione chuliganom”. Dymisji domagają się też posłowie Francji Nieujarzmionej (LFI) Danièle Obono, Antoine Léaument i Paul Vannier. „Widzieliśmy, że pan Nuñez był kompletnie przerośnięty sytuacją” – powiedział w franceinfo rzecznik Zjednoczenia Narodowego (RN) Laurent Jacobelli.
Starcia i grabieże, do których doszło w sobotę 17 października na marginesie ogólnokrajowych protestów przeciw drożyźnie, podzieliły francuską scenę polityczną. Jak podaje telewizja parlamentarna LCP, prawica i skrajna prawica stanęły murem za policją i żądają surowych kar dla chuliganów, a część lewicy obwinia sposób utrzymania porządku. Według organizatorów w całej Francji protestowało prawie 800 000 osób.
Prawica żąda surowych kar
Były premier Gabriel Attal mówi o „haniebnych” scenach grabieży i „prowokacji wobec autorytetu państwa”. Według niego z wydarzeń trzeba będzie wyciągnąć wszystkie wnioski. Inny były premier, Édouard Philippe, chce, by sprawców przemocy „ścigano i karano z wielką surowością”. Lider Republikanów Bruno Retailleau wzywa do użycia „nieubłaganej siły państwa” i twierdzi, że napastnicy atakujący policję „zasługują tylko na więzienie”.
Marine Le Pen ocenia, że „uzasadnione postulaty społeczne” zostały „wzięte jako zakładnik przez skrajną lewicę”, i zarzuca ugrupowaniu Jeana-Luca Mélenchona legitymizowanie przemocy. Przewodniczący Zjednoczenia Narodowego Jordan Bardella mówi o „połączeniu terroryzmu ultralewicy i przestępczości z przedmieść”. Z myślą o wyborach prezydenckich w maju 2027 r. obiecuje m.in. zawieszanie zasiłków rodzinnych przestępcom recydywistom i zasadę, że kto niszczy, ten płaci. Éric Ciotti widzi w zniszczeniach w merostwie Marsylii symbol „upadku Republiki”.
Lewica krytykuje policję
Lider Francji Nieujarzmionej (LFI) Jean-Luc Mélenchon obwinia dowództwo policji. „W Paryżu absurdalne dowodzenie otworzyło drogę chaosowi” – napisał, twierdząc, że decyzje policji doprowadziły do rozproszenia pochodów. Jednocześnie zaapelował do zwolenników, by trzymali się z dala od zniszczeń. „Ci, którzy podzielają naszą walkę, nie mają nic wspólnego z grabieżą i niszczeniem” – podkreślił. Manuel Bompard zarzuca rządowi, że szuka „nieporządku” zamiast odpowiedzi na postulaty.
Premier Sébastien Lecornu odpowiedział Mélenchonowi, że obarczanie szefów policji odpowiedzialnością za przemoc to „niebezpieczne i cyniczne odwrócenie odpowiedzialności”. Mer Paryża Emmanuel Grégoire potępił przemoc „z największą stanowczością” i zaapelował o spokój, przypominając jednocześnie o „demokratycznym obowiązku wysłuchania gniewu” i umożliwienia jego pokojowego wyrażania.