Limoges: demonstranci podpalili ratusz podczas protestu przeciw drożyźnie – spłonęły cztery radiowozy, splądrowano sklepy
W sobotę 17 października pod koniec popołudnia uczestnicy protestu w Limoges podpalili parter ratusza. Spłonęły cztery radiowozy, w centrum splądrowano sklepy.
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualności.FR Aktualizacja, godz. 15.23: Zniszczonemu w pożarze ratuszowi w Limoges wciąż grozi zawalenie – podaje w poniedziałek 19 października dziennik Le Populaire du Centre. Prokuratura zdementowała też, że dwaj policjanci kradli buty ze splądrowanego sklepu Lacoste – jej zdaniem zabezpieczali dowody.
Spis treści
Aktualizacja, godz. 21.13: Prefekt departamentu Haute-Vienne Maurice Barate poinformował w niedzielę, że pożar ratusza w Limoges został opanowany, ale dach budynku się zawalił, a dzwonnica runęła. „Cała historyczna część jest niestety stracona albo prawie stracona” – powiedział, cytowany przez telewizję CNews. Według prefekta w sobotę po południu w mieście zebrało się od 4 000 do 5 000 osób, z czego od 2 000 do 3 000 stanowili radykałowie. Do ratusza dotarło blisko tysiąc osób, które podpaliły budynek i groziły śmiercią dwóm pracownikom, a następnie próbowały zrobić to samo w prefekturze. „To akt niezwykle poważny i nie do nazwania” – ocenił prefekt. W niedzielę po południu w marszu po pożarze ratusza wzięło udział około 7 000 osób – podaje publiczny serwis franceinfo.
Aktualizacja, godz. 19.04: Mer Limoges Guillaume Guérin postawił w niedzielę rządowi ultimatum. Jak podaje radio ici, zagroził, że w ciągu 24 godzin poda się do dymisji wraz z całą radą miejską, jeśli rząd nie ogłosi specjalnego planu pomocy dla miasta. „Chcę zobaczyć deszcz milionów dla miasta” – powiedział. Premier zapewnił w liście do mera, że ratusz zostanie odbudowany. Izba handlowo-przemysłowa (CCI) departamentu Haute-Vienne zaproponowała, by urzędnicy merostwa tymczasowo pracowali w jej biurach.
Aktualizacja, godz. 14.42: Prokurator Republiki w Limoges Émilie Abrantes poinformowała w niedzielę 18 października, że po przemocy podczas sobotniej manifestacji w areszcie policyjnym przebywa 17 osób, w tym siedmioro nieletnich. Jak podaje portal Actu.fr, prokuratura wszczęła śledztwo w trybie natychmiastowym w sprawie zniszczenia mienia niebezpiecznym środkiem przez zorganizowaną grupę i powierzyła je wydziałowi ds. przestępczości zorganizowanej i wyspecjalizowanej (DCOS) w Limoges. Wiele sklepów w centrum miasta zostało splądrowanych. Według prokurator zaatakowano też, czasem brutalnie, przypadkowych przechodniów – poszkodowanym pomoc prawną i psychologiczną zaproponuje stowarzyszenie France Victimes 87.
Aktualizacja, godz. 10.47: Pożar ratusza w Limoges został w niedzielę 18 października rano opanowany – poinformował na antenie telewizji LCI prefekt departamentu Haute-Vienne Maurice Barate, cytowany przez portal TF1 Info. Według prefekta cała fasada i zabytkowa przednia część budynku zostały zniszczone „prawie w 100 procentach”, a tylną część strażakom udało się uratować. Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie „zniszczenia niebezpiecznymi środkami w zorganizowanej grupie”. Prefekt mówi o „dzikiej hordzie”, która „świadomie podłożyła ogień”, choć w ratuszu byli wtedy interesanci, urzędnicy i radni. Przed budynkiem zebrało się według niego blisko 800 chuliganów.
Aktualizacja, godz. 21.45 – Płonąca wieża ratusza w Limoges zawaliła się wieczorem – podaje belgijski dziennik Het Nieuwsblad, który relacjonuje protesty na żywo. Według tego samego źródła francuska policja zatrzymała w sobotę w całym kraju ok. 400 osób.
W sobotę 17 października pod koniec popołudnia uczestnicy protestu przeciw drożyźnie wdarli się do ratusza (Hôtel de ville) w Limoges i podpalili parter budynku. Jak podaje regionalna telewizja publiczna France 3 Nouvelle-Aquitaine, płomienie bardzo szybko się rozprzestrzeniły, a według strażaków zagrożony może być dach gmachu. W mieście spłonęły także radiowozy, a w centrum splądrowano sklepy. Sobotnia mobilizacja w stolicy departamentu Haute-Vienne zaczęła się spokojnie, ale pod koniec dnia wymknęła się spod kontroli.
Spokojny początek, starcia przy autostradzie A20
Demonstranci zebrali się rano na rondzie La Valoine, a następnie na placu Denis-Dussoubs w Limoges. Wszystko odbywało się spokojnie. Napięcie zaczęło narastać pod koniec popołudnia, najpierw w okolicy węzła autostrady A20 w dzielnicy Casseaux. Dziennikarze France 3 widzieli, jak w stronę sił porządkowych odpalano petardy moździerzowe, a policja odpowiadała gazem łzawiącym. Na łącznicy autostrady podpalono radiowóz, do którego wezwano strażaków. Manifestanci zablokowali autostradę.
Ogień w ratuszu i grabieże w centrum
Następnie część demonstrantów ruszyła w stronę ratusza w centrum miasta i podłożyła ogień na parterze budynku. Strażacy przyjechali na miejsce krótko po godz. 18.00, by ugasić pożar. Jeszcze przed godz. 19.00 informowali, że ogień może zagrozić dachowi. Według informacji France 3 w centrum Limoges splądrowano też sklepy, m.in. salon sieci FNAC. W sumie spłonęły cztery pojazdy policji. Strażacy, z którymi skontaktowała się telewizja, stwierdzili, że są „ranni po obu stronach”, ale nie potrafili na razie podać ich liczby.
Prefektura: kilkaset demonstrantów
Prefektura departamentu Haute-Vienne szacowała liczbę uczestników na „kilkaset osób”, ale nie była w stanie przedstawić dokładnego bilansu. Opisała manifestację jako „niejednorodny, rozbity pochód”. Jak podaje nadawca publiczny franceinfo, do pożaru w ratuszu w Limoges doszło na marginesie pochodu przeciw wysokim kosztom życia. Tego samego dnia w Lille demonstranci wyważyli drzwi ratusza i zdemolowali część pomieszczeń, a w Marsylii grupa osób na krótko wtargnęła do budynku merostwa.